1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

Szkoła katolicka ma przyszłość

autor: ks. Krzysztof Michalczak, Małgorzata Szewczyk

Rozmowa z kard. Zenonem Grocholewskim, prefektem Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego

 Zawiedzie się ktoś, kto będzie szukał w dokumentach Kościoła jednoznacznej odpowiedzi na to, jak powinna wyglądać szkoła katolicka. Modeli będzie chyba tyle, ile szkół... Księże Kardynale, czym powinny wyróżniać się katolickie placówki?

– To prawda, modeli będzie tyle, ile szkół, bo pracują one, zwłaszcza w skali światowej, w bardzo różnych warunkach kulturowych, społecznych i  religijnych. Nie można jednak zapominać, że są pewne zasady wspólne dla wszystkich tego rodzaju placówek, które określają tożsamość szkoły katolickiej. Są one uwypuklone w Deklaracji Soboru Watykańskiego II O wychowaniu chrześcijańskim, w Kodeksie prawa kanonicznego, w różnych dokumentach Kongregacji Edukacji Katolickiej i w wielu wypowiedziach Magisterium Kościoła.

Szkołę katolicką charakteryzuje przede wszystkim troska o integralne wychowanie człowieka. Nie chodzi tylko o przekazanie wiadomości czy nauczenie pewnych umiejętności, ale o pełną formację, także w perspektywie  duchowej i moralnej. Wiedzę bowiem można wykorzystać tak dla dobrych czynów, jak i dla złych. Patrząc na historię, łatwo zauważyć, że osiągnięcia wiedzy i techniki nierzadko były i są wykorzystywane do złych celów, jak wojny, terroryzm, niesprawiedliwości, różnego rodzaju manuipulacje. Musimy wyposażać młodego człowieka nie tylko w wiedzę, ale i w pokłady dobra, by swoimi umiejętnościami jak najlepiej w swoim dorosłym życiu służył społeczeństwu i zarazem realizował siebie. Toteż w naszych szkołach dużo miejsca poświęca się modlitwie, sakramentom, rekolekcjom, co prowadzi młodego człowieka do żywego kontaktu z Panem Bogiem.

 Jakie są poszczególne wymiary wspomnianego „wychowania integralnego” w szkole katolickiej?

– Mówiąc o szkole katolickiej, czy w ogóle o wychowaniu chrześcijańskim, mamy na myśli cztery aspekty wychowania. Najpierw aspekt ludzki: chodzi o to, by uczeń stawał się solidnym człowiekiem, prawym, uczciwym, prawdomównym, by można było na nim polegać itd. Drugi to aspekt duchowy, który jest niejako ukoronowaniem tego pierwszego i zarazem go ubogaca. Kontakt z Bogiem bowiem uszlachetnia i umacnia w czynieniu dobra. Kolejny to aspekt intelektualny, uczenie samodzielnego myślenia, krytycznego oceniania, wartościowania. Dopiero na czwartym miejscu jest wychowanie do konkretnego zawodu. Im bardziej te trzy pierwsze elementy będą solidne, tym lepiej wychowanek będzie w przyszłości wykonywał swój zawód, czyli twórczo wykorzystywał swe umiejętności w służbie społeczeństwu.

 Nie można nie zaakcentować roli religii. W szkole świeckiej jest ona tylko dodatkiem, w szkole katolickiej staje się ona elementem szerszego programu...

– Myślę, że to jasno wynika z tego, co powiedziałem. Bóg jest największym dobrem i życie ludzkie nie ogranicza się tylko do ziemskiego bytowania, lecz ma wymiar wieczny. Będąc o tym przekonani, bylibyśmy nieuczciwi, nie wychowując człowieka w całej prawdzie i nie ukierunkowując go ku prawdziwemu dobru i prawdziwemu szczęściu.

Do placówek edukacyjnych prowadzonych przez Kościół uczęszczają nie tylko katolicy. Np. w Tajlandii wszystkich katolików jest tylko ok. 300 tys. (0,5 proc. mieszkańców), a w szkołach katolickich mamy tam 450 tys. uczniów. W takich wypadkach muszą być harmonijnie skoordynowane dwa wymogi. Z jednej strony, szkoła katolicka musi wyrażać szacunek do każdej religii, musi więc respektować wolność religii, wolność sumienia swoich uczniów, nie może więc nikogo zmuszać do przyjmowania religii katolickiej. Z drugiej jednak strony, ponieważ uczęszczają do niej także niekatolicy, nie może pozbawiać się swojej tożsamości, czyli szkoły przekazującej wartości chrześcijańskie. Katolik, posyłając swoje dzieci do szkoły muzułmańskiej czy buddyjskiej, nie może się domagać, by ta szkoła przestała być muzułmańską lub buddyjską. Podobnie, jeżeli niekatolicy posyłają swoje dzieci do szkoły katolickiej, nie mogą pretendować do tego, by ona zmieniła swą tożsamość. Szkoła katolicka jest szkołą z wyboru, kto do niej posyła swe dzieci, tym samym akceptuje jej tożsamość. Ta szkoła będzie więc wszystkim przekazywać wartości chrześcijańskie, nikogo nie zmuszając do ich przyjęcia. Dla niej wiara katolicka jest wielkim skarbem, nic więc dziwnego, że chce się dzielić tym skarbem z innymi.

 Dzisiaj, w XXI w. Kościół prowadzi ok. 200 tys. szkół na wszystkich poziomach edukacji. Szkoła nie ucieknie od pytania o własną tożsamość, choć napotyka pewne problemy. Jaka jest, zdaniem Eminencji, rola szkoły katolickiej w epoce coraz powszechniejszej
laicyzacji?

– Oczywiście sytuacja jest różna w różnych częściach świata. Niemniej jednak laicyzacja jest dla szkół katolickich wielkim wyzwaniem i tym bardziej zobowiązuje do przekazywania w sposób przekonujący wartości chrześcijańskich, inaczej sprzeniewierzałaby się swojej tożsamości i misji.

Jest rzeczą znamienną, że gdy jakaś szkoła, zachowując dobry poziom nauczania, staje się mniej katolicką, tzn. nie przekazuje wystarczająco wartości duchowych, rodzice często protestują. I mają do tego prawo. Szkoła katolicka jest przede wszystkim po to, by pomóc rodzicom w spełnianiu ich obowiązku katolickiego wychowania swoich dzieci. Jeśli tego nie czyni, nazywając się katolicką, rodzice katoliccy czują się oszukani. Posyłając swe dzieci do szkoły katolickiej, mają prawo domagać się, by ona skutecznie pomagała im w spełnianiu misji chrześcijańskiego wychowania.

  Jak więc dziś wychować młodych ludzi?

– Na wychowanie wpływają rodzina, szkoła, środowisko, środki masowego przekazu, praktycznie wszystko, z czym młody człowiek się styka. By było ono skuteczne, konieczna jest harmonijna współpraca tych czynników. Niestety, bardzo często jej brak. Coś innego dziecko słyszy w szkole, coś innego widzi w rodzinie. Trudno uczyć dziecko modlitwy, jeśli ono nie widzi modlących się rodziców. Często rodzice, zapracowani lub bezradni wobec wymogów wychowania, zrzucają po prostu ten obowiązek na szkołę, a przecież szkoła bez współpracy z rodzicami nie jest w stanie tego należycie dokonać. Musi być harmonia między tymi ogniwami procesu wychowania.

Dzisiaj napotykamy silną tendencję na uczelniach, by młodego człowieka jak najszybciej przygotować do wykonywania zawodu. Niestety w ten sposób lansuje się model człowieka robota. Ponieważ obecnie praca zawodowa wymaga znacznych umiejętności i kwalifikacji, wyposaża się ucznia lub studenta tylko w wiedzę, by mógł skutecznie wykonywać swój zawód. Inne czynniki integralnego wychowania są zaniedbywane. Pomijam już aspekt ludzki i duchowy, uczelnie powinny przynajmniej zadbać o nauczenie młodego człowieka samodzielnego myślenia, formułowania własnego zdania, by nie ulegał on bezkrytycznie demagogicznym sloganom, ideologiom, by nie przyjmował z góry narzuconych mu opinii. Powinny uczyć pewnej kultury myślenia i działania. Człowiek ma być osobą myślącą i refleksyjną, a nie robotem mechanicznie wykonującym swą pracę. Tylko wtedy będzie umiał umieścić swą pracę i swoje działania w perspektywie prawdy, owocnej współpracy i prawdziwego postępu.

 Mimo niżu demograficznego szkoły katolickie nie narzekają na brak zainteresowania. W czym tkwi tajemnica powodzenia szkoły katolickiej?

– Szkoły katolickie cieszą się wielkim prestiżem na całym świecie i dlatego ich liczba rośnie. W ostatnich sześciu latach liczba ich uczniów wzrosła o 4 mln. Niejednokrotnie o jedno miejsce walczy wielu kandydatów i rodzice zapisują dzieci do szkół katolickich czasem już kilka lat wcześniej. Pamiętam, jak kilka lat temu we Francji odbywały się liczne masowe protesty, ponieważ chciano ograniczyć funkcjonowanie szkół katolickich. Powie ktoś, laicka Francja, a mimo to rodzice oponowali, żądając nieograniczania dostępu do szkół prowadzonych przez Kościół.

Oczywiście, rodzice autentycznie katoliccy poczuwają się do obowiązku katolickiego wychowania i słusznie widzą w szkole katolickiej odpowiednią pomoc w tym względzie. Ale to nie jest jedyny powód, bo do tych szkół garną się też, jak już powiedziałem, także niekatolicy. Ambasadorzy różnych krajów odwiedzający kongregację, której przewodniczę, niejednokrotnie nie są katolikami ani nawet chrześcijanami, a w rozmowach podkreślają, że uczęszczali do szkół czy wyższych uczelni katolickich. Na moje pytanie, dlaczego będąc niekatolikami wybrali placówkę katolicką, otrzymuję dwa rodzaje odpowiedzi: „bo ta szkoła jest najlepszą” i „bo ona nie tylko przekazuje wiedzę, ale formuje całego człowieka, wychowuje, przekazuje wartości, ubogaca nie tylko umysł, ale i serce, w niej czujemy się jak w rodzinie”. Myślę, że to jest piękne świadectwo wydawane szkołom katolickim i wyraża uznanie dla integralnego wychowania, które tak bardzo leży tym szkołom na sercu. 

 W Polsce, wraz z pierwszymi tygodniami nowego roku szkolnego, nie słabnie dyskusja o zmianach w systemie edukacji, dotycząca redukcji godzin przedmiotów, rugowania historii z programów nauczania. Czy szkoła katolicka może wskazać jakieś antidotum w takiej sytuacji?

– Jak już wspomniałem, dzisiaj istnieje tendencja ograniczania edukacji do jak najszybszego przygotowania młodego człowieka do podjęcia przez niego zawodu, a to w dłuższej perspektywie zubaża duchowo społeczeństwo i czyni je podatnym na manipulowanie nim czy zniewalanie. Człowiek jest osobą, co bardzo mocno podkreślał bł. Jan Paweł II, także zanim został papieżem, która ma liczne wymiary. Trzeba uszanować także jego sferę duchową, ideały, środowisko i historię, które go ukształtowały, podobnie jak jego przodków. Trzeba nauczać historii nie tylko jako faktów, ale przede wszystkim pokazać, czego ona nas uczy. Historia niejednokrotnie, a raczej często w naszej europejskiej rzeczywistości, jest manipulowana w imię jakiejś ideologii. Pamiętamy, ileż to rzeczy jawnie nieprawdziwych uczono nas za czasów komunizmu, okłamywano, by umocnić narzuconą ideologię, która w gruncie rzeczy degradowała godność osoby ludzkiej. W historii trzeba szukać prawdy, czy jest ona chlubna, czy bolesna. Tylko prawda ukształtuje właściwą i twórczą świadomość narodową. Trzeba tak kształtować człowieka, by kochał swój kraj, będący pewnego rodzaju  jego rodziną, która go ubogaca i otacza swoistym ciepłem. Bez miłości do swej ojczyzny, bez poznawania jej historii, jesteśmy skazani na zatracenie własnej tożsamości. Unifikacja Europy nie jest przecież równoznaczna z tym, byśmy zostali pozbawieni naszej narodowości, tożsamości. Musimy ją znać i ubogacać nią siebie i inne narody.

 Kościół prowadzi w Polsce 570 szkół różnego szczebla. W jakim kierunku, zdaniem Księdza Kardynała, powinno rozwijać się szkolnictwo w Polsce?

– W Polsce liczba szkół katolickich jest jeszcze stosunkowo mała, nawet w porównaniu z innymi krajami postkomunistycznymi. Gdy brałem udział w XVII Forum Szkół Katolickich w Polsce w listopadzie 2007 r., w naszym kraju niecały 1 proc. wszystkich dzieci w wieku szkolnym (szkoły podstawowej, średniej i liceum) uczęszczał do szkół katolickich, podczas gdy wtedy na Słowacji było ich 2,9 proc., a na Węgrzech 4,6 proc. Natomiast w krajach bardzo liberalnych, jak Belgia i Holandia, do szkół katolickich uczęszcza aż ponad 60 proc. wszystkich dzieci. W jakim kierunku powinien iść rozwój szkolnictwa katolickiego w Polsce? Nie tyle chodzi o ilość, ile  przede wszystkim o jakość naszych szkół i uczelni katolickich, tzn. by były one dobrymi szkołami i naprawdę katolickimi. Trzeba solidnie przygotować kadrę do prowadzenia tych placówek, by widzieli w tej pracy nie tyle wykonywanie zawodu, ile raczej realizację bardzo zaszczytnego i fascynującego powołania.

 Jakie zadania wskazałby Eminencja na Rok Wiary dla szkół katolickich?

– Wiara otwiera horyzonty. W niej widzimy pełną perspektywę naszego istnienia, nie tylko tę doczesną. Ona uczy żyć w prawdzie. Ona jest światłem i mocą w trudnościach. Prawdziwy kontakt z Bogiem jest radością serca. Ale wiara jest delikatną roślinką, trzeba ją wciąż starannie pielęgnować, by wzrastała, a nie słabła lub zupełnie zwiędła. W Roku Wiary nasze szkoły podejmą refleksję na temat wiary i będą starać się ją pogłębiać i ożywić, ale przede wszystkim powinny uwrażliwić się na to, że wiarę trzeba wciąż budować, umacniać. Nie jest to tylko kwestia Roku Wiary, ale zawsze aktualna, że nie jest to problem tylko nauczania, ale życia wiarą i łączności z Bogiem na co dzień.

 Jaka jest największa troska prefekta Kongregacji Wychowania Katolickiego?

– Największą jest umacnianie tożsamości szkół i wyższych uczelni katolickich. Wówczas będą one cenione i będą się rozwijać. Dzisiaj człowiek chce jasności. Jeśli rodzice wybierają dla swoich dzieci szkołę katolicką, to głównie dlatego, że oczekują od niej przekazywania solidnych wartości chrześcijańskich. A szkoła katolicka jest przede wszystkim dla katolików. Taka szkoła ma przyszłość i przyszłość mają też jej uczniowie, czego im wszystkim życzę.               

Tylko prawda ukształtuje właściwą i twórczą świadomość narodową. Trzeba tak kształtować człowieka, by kochał swój kraj, będący pewnego rodzaju jego rodziną, która go ubogaca i otacza swoistym ciepłem. Bez miłości do swej ojczyzny, bez poznawania  jej historii, jesteśmy skazani na zatracenie własnej tożsamości

  • Soft Solution Ltd.
  • CPU Zeto Jelenia Góra
  • image